gmina Ząbkowice Śląskie

fot. lipiec 1999

Zamek, którego ruiny istnieją do dziś, został wzniesiony prawie w tym samym miejscu, w którym znajdował się zamek piastowski, wzniesiony około 1290 roku przez księcia Bolka I Świdnicko – Ziębickiego (1278 – 1301), jako twierdza graniczna. Od 1351 roku, gdy po długich walkach ziemia ząbkowicka przeszła pod panowanie czeskie, w zamku mieściła się siedziba władz księstwa ziębicko – ząbkowickiego.  W marcu 1428 roku husyci spalili Ząbkowice, nie zaryzykowali jednak napadu na dobrze umocnioną warownię.  W późniejszych latach zamek kilkakrotnie przechodził z rąk czeskich w polskie i na odwrót.  W 1467 roku czeska obsada zamku liczyła 100 mężów. Oblegający Ząbkowice Wrocławianie szybko podbili miasto, jednak kamienne kule, wystrzeliwane z dział nie czyniły żadnej szkody mocnym murom twierdzy. Zamek udało im się zdobyć dopiero dzięki użyciu „wielkiej puszki” – działa ważącego 80 cetnarów, którą ciągnęły 24 konie.  Dowódcą świeżo zdobytej twierdzy został wrocławianin Ulrich Hans von Hasenburg. Król Jerzy nie zamierzał jednak pozostawić zamku w rękach wroga. Wysłał więc swojego syna Victorina z wojskiem liczącym 4000 żołnierzy. Pokonanemu królowi Czech ruszyły również z pomocą sojusznicze wojska z Saksonii i Brandenburgii.  15 lipca 1467 roku wojska czeskie po ciężkich walkach zajęły miasto i zamek. Zdobytą od Wrocławian „wielką puszkę”, która warta była tysiąc dukatów, zabrano do Pragi. Ławo zauważyć, że w samym tylko 1467 roku zamek był dwukrotnie oblężony i zdobyty. Już w następnym roku walki pomiędzy Czechami a Śląskiem rozgorzały na nowo. Wreszcie w 1468 roku zamek został zburzony przez Wrocławian. Warownia została odbudowana przez księcia Karola I Podiebrada. Grób zmarłego w 1536 roku księcia i jego małżonki Anny Żagańskiej znajduje się w kaplicy Kauffunga w kościele św. Anny. Okazały renesansowy zamek na planie zbliżonym do kwadratu został zbudowany z przerwami w latach 1516 – 1530. Jako wzór miał służyć zamek królów węgierskich w Ofen. Kryty łupkiem dach wschodniego skrzydła został ułożony w 1529 roku. Właściwie skrzydło wschodnie jako jedyne zostało kompletnie ukończone. Od bramy kłodzkiej aż do południowo – wschodniego rogu zamku ciągnął się mur, zakończony okrągłą wieżą, zwaną „wieżą kruczą”. W części południowej i zachodniej znajdowały się murowane fosy z kazamatowym sklepieniem od strony północnej i zachodniej mur, który ciągnął się aż do kruczej wieży w pd – wsch rogu. Pośrodku wschodniego skrzydła znajdowała się czterokątna wieża, zwana wieżą strażniczą. Do bramy wejściowej w czasach pokoju prowadził stały most. W czasach wojny był to most zwodzony. Obok głównej bramy znajdowała się boczna furtka. Nad wejściem znajduje się prostokątna płyta wykonana z czerwonego piaskowca, na której niegdyś znajdowała się metalowa tablica fundacyjna. Nad piaskowcową płytą umieszczono herb księcia Karola I Podiebrada z datą 1527. Główna tablica jest podzielona na cztery pola. W pierwszym po prawej znajduje się ziębicki orzeł, po lewej oleśnicki, w trzecim ziębicko – świdnicka szachownica, w czwartym kłodzki łuk. Wieża posiadała okrągły dach zwieńczony gałką i chorągiewką. Była użytkowana jeszcze w okresie międzywojennym - mieściło się tu schronisko młodzieżowe. We wszystkich czterech skrzydłach znajdowały się parter i dwa piętra. Na I piętrze wschodniego skrzydła, na prawo od wieży, znajdowały się komnaty książęce. W tym samym skrzydle znajdowały się również dwie duże sale. Pierwszą z nich był „pokój rady”, w którym odbywały się posiedzenia rajców. Druga to „sala rycerska”, w której świętowano szczególne uroczystości. Na drugim piętrze umieszczono pokoje dla służby i pisarzy ziemskich (było to prawnicze kolegium doradcze władcy zamku. Jeszcze w latach 20 – tych XX wieku na prawo od wejścia znajdowało się skromne mieszkanie stróża, który doglądał i pilnował ruin. Po lewej stronie wschodniego skrzydła na obu piętrach widoczne są jedynie małe okienka. Prawdopodobnie znajdowały się tam pomieszczenia dla służby. W południowo wschodnim rogu znajduje się masywna wieża, w której do dziś widoczne są malowidła na sklepieniach okien. W górnej części znajduje się czarny orzeł śląski. Poniżej znajdowały się dwa nie zachowane do dzisiaj malowidła. Po lewej stronie znajdowała się renesansowa scena z polowania. W tle widoczny był zamek, przy wejściu do zamku koń bez jeźdźca, poniżej postać w obfitej, udrapowanej szacie, która dmie w róg oraz zwierzęta przypominające dwa niedźwiedzie i kozicę. Po przeciwnej stronie budowla na tle górzystego krajobrazu. Obecnie wizerunek orła z powodu oddziaływania warunków atmosferycznych oraz zupełnego braku zabezpieczenia jest bardzo słabo widoczny. Kopie malowideł znajdują się w Heimattmuseum (muzeum poświęconemu Ząbkowicom) w Niemczech. Na wyższym piętrze wieży znajdowała się kancelaria księstwa, na niższym sąd. Południowe skrzydło zamku nie tworzy linii prostej. Jego środkowa część jest lekko wybrzuszona. W tej części po stronie zewnętrznej zachował się ostatni wykusz latrynowy (do niedawna były dwa).  Pośrodku skrzydła również wznosi się czworokątna wieża, która również była pokryta okrągłym dachem. Po obu stronach przylegały niegdyś do wieży stajnie oraz zamkowa kuźnia. Skrzydła zachodnie i północne nie wyróżniają się niczym szczególnym. Budowa skrzydła północnego nigdy nie została ukończona, ponieważ ze względu na zagrożenie najazdem Turków książę skoncentrował się na budowie umocnień. Przestronny zamkowy dzieciniec ma wymiary 37,6 na 36,7 metra. Prawdopodobnie tu odbywały się turnieje rycerskie oraz ćwiczenia. W południowo – zachodnim rogu dziedzińca znajdowała się zamkowa studnia, która została zasypana dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Nad wejściem na dziedziniec od strony zachodniej zauważamy jeszcze jedną małą tarczę herbową z herbem Podiebradów. W okresie międzywojennym południowo – wschodnia część dziedzińca służyła jako miejsce ćwiczeń dla straży pożarnej, zaś z części północnej korzystała młodzież szkolna podczas zajęć z gimnastyki. Po stronie północnej znajdowały się zamkowe ogrody. Materiał budowlany potrzebny do wzniesienia grubych na prawie 3 metry murów był przywożony z okolicznych kamieniołomów, między innymi ze Stolca i Kobylej Głowy. Wiek XVI to czas względnego spokoju. Zgubę przyniosła zamkowi wojna 30 – letnia, podczas której zamek kilkakrotnie przechodził z rąk wojsk szwedzkich w ręce wojsk cesarskich i na odwrót.

Opis historii zburzenia ząbkowickiego (lipiec 1646)  dr Anton Müller przedstawia następująco:

„Wkrótce potem mieszkańcy Ząbkowic zobaczyli idący od strony Srebrnej Góry korpus zbrojny cesarskich wojsk. Przodem pędzono zarekwirowane bydło. Wygłodzeni chłopi mogli je odzyskać po wpłaceniu okupu. W ciężko udręczonym mieście nędza wezbrała do rozmiarów ostatecznych. Na rozkaz szwedzkiego komendanta, w końcu maja, miejski proboszcz parafii katolickiej musiał oddać po długim opieraniu się kościół (św. Anny) ewangelickiemu kaznodziei z Bielawy. Sam proboszcz wycofał się ze sprawowaniem posługi do kościoła klasztornego (dominikanów). Szwedzi wedle własnej woli decydowali o wydaniu pozwolenia na chrzty lub pochówki mieszkańców miasta. Z powodu zupełnie nieuzasadnionych podejrzeń przeora klasztoru internowano w zamku. Nic dziwnego, że udręczony lud, nie mając żadnej nadziei na poprawę swojego losu, z coraz większym utęsknieniem oczekiwał uwolnienia przez wojska cesarskie, które miało im przynieść jeśli nie poprawę to przynajmniej odmianę jednostajnej biedy. W początkach czerwca masy rozwydrzonych żołnierzy pokazały się w pobliżu miasta. Koczowały w Rudnicy, Grodziszczu i Olbrachciach. Wsławili się tym, że biednym chłopom zabierali nie tylko bydło, także ostatnią kromkę chleba. Przez ząbkowiczan byli jednak postrzegani jako wybawcy z sytuacji, która wydawała im się nie do zniesienia. To nie była wojna lub wynikająca z jakiegokolwiek planu kampania wojenna, lecz pęd by jeszcze niezupełnie wyssane ziemie, które niewinna ludność zamieszkiwała, ograbić. 7 lipca silna szwedzka grupa, która szła tu od strony Dzierżoniowa pod Ząbkowice, podjęła wspólnie z kapitanem Kragel pustoszący najazd na ziemię kłodzką. Podczas plądrowania, którego ofiarą padło 7 wsi, niszczycielska gromada dotarła do bram Kłodzka i wybiła z kanonady obrońców miasta. 29 czerwca 1646 roku cesarska armia wystąpiła przeciwko unikanej dotychczas szwedzkiej kryjówce w Ząbkowicach. Regimenty Colowrata i Giesenburga otoczyły nocą miasto, którego komendant w obliczu zbliżającego się niebezpieczeństwa pośpiesznie kazał spalić i zrównać z ziemią młyny i garbarnie na Kłodzkim Przedmieściu, wraz z szpitalem i należącym do niego kościołem. Już następnego dnia obrońcy miasta zorganizowali śmiały wypad przeciwko przygniatającym wrogim oddziałom. Wpadli do obozu Giesenburga, chociaż straże były na posterunkach, zabrali 4 sztandary i wycofali się pośpiesznie z małymi stratami z powrotem do miasta. Dłuższa obrona miasta była dla słabego korpusu Szwedów oczywiście niemożliwa, tym bardziej, że nie mogli liczyć na rzeczywistą pomoc ząbkowickich mieszczan. 1 lipca większość cesarskiej armii pod dowództwem Montecuculi przesunęła się  bezpośrednio w pobliże miasta, tak, że lewe skrzydło wojsk znajdowało się w Sadlnie, prawe zaś w Olbrachcicach. Pomimo kiepskiego stanu systemu obronnego miasta: murów, bram i wież, Szwedzi mieli nadzieję utrzymać Ząbkowice aż do nadejścia posiłków. Dowództwo nad oblężeniem zamku złożono na ręce pułkowników Ungarmana i Rochowa, którzy przy całkowitej beznadziejności bezpośredniego ataku okopali się w połowie spustoszonych wybuchami ulic na przeciw zamku i rozpoczęli ostrzał. Ostrzeliwanie zamku rozpoczęto już 2 lipca. 3 działa, ustawione na dziedzińcu kościoła w Sadlnie wyrzucały w kierunku zamku kule o ciężarze 2 cetnarów (1 cetnar = 50 kg.), nie czyniły jednak budowli większych szkód. Z szańców w pobliżu zamku piechota prowadziła ostrzał z karabinów w stronę wałów, okien i dachów zamku. W nocy 4 lipca a także rano tego samego dnia oblegający zadali przeciwnikom spore straty. Szwedzi zanotowali też spore ubytki w szeregach swoich wojsk. Tymczasem z okolic Brzegu nadciągnęły 2 kolejne moździerze, które ustawiono w pobliżu dzisiejszej szkoły i już wieczorem 5 lipca pod skuteczną osłoną ognia próbowano zaatakować wał wewnętrzny zamku. Atak został jednak odparty, powodując duże straty wśród oblegających. Dopiero ponowiony szturm w nocy z 6 na 7 lipca, wspomagany bezustannym ogniem z dział przyniósł wojskom cesarskim przejęcie zewnętrznego wału i ograniczył teren obrońców do samego zamku. Jednak odebranie zamku Szwedom kosztowało oblegających ogromne straty. Kontynuując ostrzał z dział umieszczonych na wzgórzu w Sadlnie oraz górnych ulicach, wojska cesarskie rozpoczęły podminowywanie zamku. Gdy 13 lipca praca została zakończona, zgodnie ze zwyczajem wysłano posła do komendanta obrońców z wezwaniem do kapitulacji. O czwartej po południu rozbrzmiał sygnał do wymarszu. Następnego ranka o świcie zwolniono 40 żołnierzy, którzy tak dzielnie bronili twierdzy. Pozostałych 30, którzy kiedyś służyli cesarzowi, wróciło z powrotem pod jego chorągiew. Pierwszą czynnością nowego regimentu było oddanie kościoła katolikom. Następnie rozpoczęło się wielkie dzieło gruntownego zdemolowania zamku. Zrobiono to przede wszystkim dlatego, by uniemożliwić Szwedom w przyszłości ponowne wykorzystanie zamku jako kryjówki. Burzenie zamku rozpoczęto 14 lipca od zburzenia szańców i wałów wokół miasta oraz zburzenia zewnętrznych budowli wokół twierdzy. 16 lipca otwarto zamek dla wszystkich i pozwolono mieszczanom i okolicznym chłopom brać i wynosić, co tylko się komu podobało i co zdołał unieść. Wreszcie w czterech rogach dokładnie opróżnionej ogromnej budowli podłożono ogień i pozostawiono zamek, by jak najszybciej uległ zniszczeniu. Jeszcze podczas pożaru, gdy płomienie strzelały wysoko w górę, ponad miasto, cesarska armia wyruszyła w stronę Paczkowa, pozostawiając ziemie, których plony zostały całkowicie zdeptane i  zniszczone podczas prowadzenia działań wojennych, puste i wyludnione. 18 lipca, gdy już ogień ukończył swoje niszczycielskie dzieło, całe ząbkowickie mieszczaństwo w dwóch oddziałach przez trzy dni, wraz z ludnością z okolicznych wiosek, przystąpiło do dalszej dewastacji ruin zamku. Miejsca, w których znajdowały się najsilniejsze umocnienia, wysadzano w powietrze za pomocą ładunków wybuchowych. 31 lipca zawaliła się duża okrągła narożna wieża od strony Tarnowa, w której dotąd mieściła się kancelaria urzędu oraz kancelaria ziemska, tworząc od strony bramy kłodzkiej wielką wyrwę. 4 sierpnia zawaliła się duża rotunda, nazywana „wieżą kruków”. Jedynie ciężka czworokątna wieża wejściowa stawiła opór próbie wysadzenia jej w powietrze. W ten sposób potężny niegdyś zamek zamienił się w ruinę, która jeszcze dzisiaj jest niemym świadectwem niszczycielskiej wojny, która przetoczyła się przez ziemie Śląska. Podzielił los wielu innych śląskich zamków, ponieważ cesarz był zbyt słaby, by nie dopuścić do przejęcia go przez Szwedów. Dla mieszkańców miasta, które raz po razie przechodziło z rąk do rąk, zburzenie twierdzy oznaczało bezsprzeczny zwrot ku lepszemu, ponieważ teren wokół Ząbkowic stał się bezużyteczny dla walczących wojsk. Inne śląskie zamki, które podobnie potraktowano podczas wojny, odbudowano, lub zupełnie unicestwiono. Zamek w Ząbkowicach jest dziś ostatnią śląską pamiątką jednej z najdłuższych i najstraszliwszych wojen w Europie.”

Prawie sto lat później jeden z Auerspergów, książę Henryk Józef Jan (panował od 1713 do 1783 roku), który przez pewien czas zamieszkiwał w Ząbkowicach, zamierzał odbudować zamek. Ostatecznie jednak zaniechał ogromnie kosztownych prac przy odbudowie zamku. Do 1728 roku w zamku znajdowała się jeszcze kancelaria starostwa ziemskiego. W 1728 roku książę nabył obszerny dom na obecnej ulicy Krzywej, który został przebudowany na potrzeby siedziby urzędu ziemskiego. Praktycznie więc od 1728 roku zamek stoi pusty, chyląc się powoli ku upadkowi. Do dalszej dewastacji obiektu przyczynił się pożar z 1784 roku, który zniszczył dach na obiekcie. Po wielkim pożarze w 1858 roku fosy zamkowe zasypano gruzem pochodzącym z rozbiórki spalonych domów. W 1929 roku ówczesny właściciel zamku hrabia Hubert Deym wyraził zgodę na utworzenie w wieży bramnej muzeum regionalnego. W zamku urządzono muzeum, salę teatralną, schron i wspomniane już schronisko młodzieżowe. Schronisko było prowadzone najpierw przez katolicki związek młodzieży „Neudeutschland” (nowe Niemcy), później przez Hitlerjugend. W 1945 roku zamek przejęły władze polskie. W końcu roku muzeum zostało obrabowane a część eksponatów została zniszczona. Po grabieży referat kultury i sztuki ówczesnego starostwa zdecydował o przeniesieniu muzeum do sutereny ratusza w celu jego zabezpieczenia. Mniej więcej w połowie przenosin burmistrz wstrzymał akcję, ponieważ stwierdził, że pomieszczenia w ratuszu są potrzebne władzom miejskim. Pozostawione w zamku eksponaty po likwidacji muzeum zostały przewiezione do innych muzeów. W czerwcu 1946 roku w wieży zamkowej wybuchł pożar, który zniszczył dach oraz pomieszczenia I i II piętra. Wstępnie zamek zabezpieczono w latach 1956 – 57. Kolejne prace przeprowadzono w roku 1959 oraz 1970. Te ostatnie odbyły się pod kierownictwem Społecznego Opiekuna Zabytków Józefa Glabiszewskiego.

Legenda o złotym kluczyku i smoku z ząbkowickiego zamku

Podobnie jak każde mroczne zamczysko, również ząbkowicki zamek jest zamieszkiwany przez zjawy i duchy, które nocami przechadzają się po ruinach. Jedną z owych zjaw nawiedzających zamek w wietrzne księżycowe noce jest Biała Dama z ząbkowickiego zamku. Dawno, dawno (a może nie tak bardzo dawno, bo ząbkowicki zamek był już wtedy ruiną) temu, żył w Ząbkowicach młody szewczyk Jakub. Ponieważ zawsze był uczynny, pracowity, a przy tym jeszcze uśmiechnięty, cieszył się wśród mieszkańców miasta sympatią a nawet niezwykłym jak na swój wiek poważaniem. W tym czasie, jak wieść niesie, ząbkowicki zamek upodobały sobie jakieś straszliwe upiory, ponieważ często zapóźnieni przechodnie słyszeli w jego okolicy płacz i zawodzenie.

Traf chciał, że w Wielką Sobotę, świąteczny, wolny od pracy dzień udał się na spacer w okolice zamkowych ruin także nasz szewczyk. Kiedy zamyślony przechodził obok południowej części warowni, w jednym z okien zobaczył piękną złotowłosą dziewczynę, która cichym głosem prosiła: „Młodzieńcze pomóż mi. Przyjdź tu w wielkanocny poniedziałek tuż przed południem Pod drzewem zakopany jest złoty kluczyk. Wykopiesz go i otworzysz najmniejsze drzwi w podziemiach. Nie bój się niczego.”

Kiedy zjawa zniknęła, szewczyk pomyślał, że może był to tylko sen. Uroda dziewczyny tak go olśniła, że postanowił wypełnić jej prośbę. W drugi dzień świąt, gdy wszyscy udali się do kościoła na uroczystą sumę, Jakub wziął łopatę i ruszył w kierunku zamku. Żwawo zabrał się do dzieła, aby po chwili ruszyć z kluczykiem w ręce w stronę podziemi. Wtem straszliwy smok zagrodził mu drogę i złapał kluczyk w paszczę. Szewczyk dzielnie postanowił stawić mu czoła i zaczął szarpać się z potworem, by wydrzeć mu zdobycz. Niestety, zegar na ratuszowej wieży wybił południe, wraz z dwunastym uderzeniem smok znikł, a z zamkowych lochów dobiegł hałas i głośny, żałosny jęk. Smokiem okazał się nie kto inny, jak zaczarowana księżniczka, uwięziona w podziemiach przez złą macochę. Raz na sto lat księżniczka ma szansę uwolnić się z mocy złych czarów pod warunkiem, że człowiek o czystym sercu i wielkiej odwadze, mimo napotkanych przeciwności, znajdzie złoty klucz i otworzy najmniejsze drzwi w zamkowych lochach, które podobno są przepaściste i ciągną się kilometrami aż do srebrnogórskiej twierdzy.

Legenda o skarbie na ząbkowickim zamku

Dawni mieszkańcy Ząbkowic opowiadali, że na zamkowym wzgórzu zostały zakopane nieprzebrane skarby. Niedaleko zamku na zboczu od strony Tarnowa często można było zobaczyć niewielkie migocące ogniki, szczególnie widoczne w mgliste, bezksiężycowe noce. Jeżeli podejdzie się bliżej, można spotkać wielkiego czarnego psa, który strzeże zakopanego skarbu. Gdyby ktoś znał odpowiednie zaklęcie, mógłby odpędzić psa i wykopać skarb. Do tej pory nikomu to się jednak nie udało  ...

za www.zabkowiceslaskie.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież