zamek w Tykocinie, gmina Tykocin

fot. lipiec 2012

fot. lipiec 2002

Pozostałość zamku wzniesionego w XV wieku przez wojewodę Marcina Gosztołda na miejscu dawnego Gródka (na prawym brzegu Narwi). Rozbudowany przez króla Zygmunta Augusta w latach 1550-82, na planie zbliżonym do trapezu z dziedzińcem i 4 cylindrycznymi wieżami w narożach. Cztery ziemne bastiony z wewnętrznymi drewnianymi konstrukcjami wzmacniającymi, połączone kurtynami, obejmowały obszar o powierzchni ponad 6 hektarów. Długość jednego boku fortecy wynosiła około 250 m. Otoczony bastionami fortyfikacjami Zamek był w XVI i XVII w. ,jedną z najpotężniejszych twierdz nizinnych w Polsce zajmując kilkakrotnie większy teren niż obecne ruiny o czym świadczą wały ziemne i bastiony (można to zaobserwować na zdjęciu zrobionym z samolotu) . W czasach Zygmunta Augusta pełnił role królewskiej rezydencji, mieszcząc główny arsenał koronny, skarbiec i bibliotekę sprowadzoną z Wilna. W latach 1611-32 przebudowany przez starostę K. Wiesiołowskiego i otoczony fortyfikacja z bastionami. Został on zniszczony podczas wojen szwedzkich w 1656r. Zamek odbudował Stefan Czarniecki, który tykocińskie dobra otrzymał za zasługi wojenne. W 1705 roku król August II Mocny ustanowił na zamku w Tykocinie Order Orła Białego -najwyższe odznaczenie Rzeczypospolitej. Zamek był zamieszkały do pożaru w 1734 roku. W 1750 zaczęto jego rozbiórkę, a resztę zrobiła powódź w 1771. Ostatecznego zniszczenia dokonano podczas I wojny światowej. W XXI wieku zamek przeszedł ręce przedsiębiorcy z Białegostoku pana Jacka Nazarko, który odbudował dawną królewską rezydencję. (www.tykocin.podlaskie.pl)

Na zamku znajduję się restauracja i sześć pokoi dwuosobowych. Oprowadza po nim bardzo sympatyczna i sensowna Pani Przewodnik. Niestety nie pamiętam jej imienia.

więcej: www.zamekwtykocinie.pl

Poniżej artykuł pani Janki Werpachowskiej z www.poranny.pl. (25.04.2011).

1 maja zamek ożyje. Pod jego murami toczyć się będzie, jak w 1657 roku, walka o Tykocin. Szwedzi – jak przed wiekami – poniosą klęskę. Miasto i twierdza wrócą do Rzeczypospolitej.

Galeria: Zamek w Tykocinie

Mało kto wierzył, że zamek w Tykocinie kiedykolwiek zostanie odbudowany. Wydawało się, że same zarysy fundamentów wystające z ziemi to za mało, aby pokusić się o takie przedsięwzięcie. Nie było rysunków, planów, opisów na tyle dokładnych, żeby na ich podstawie spróbować w miarę wiernie zrekonstruować tę budowlę.

Znalazł się odważny

Pierwsze próby przywrócenia do życia tykocińskiej twierdzy miały miejsce w 1965 roku. Rychło jednak zostały zaniechane.
Musiało minąć prawie pół wieku, żeby tego zadania podjął się białostocki przedsiębiorca budowlany, Jacek Nazarko. Kupił rozległą parcelę nad Narwią, z resztkami zamkowych murów, z ziemnymi fortyfikacjami. Nareszcie mógł przystąpić do realizacji marzenia, które nie opuszczało go od lat.
– Pierwszy raz ślady po tykocińskim zamku zobaczyłem jako niewielki chłopak, miałem wtedy może osiem, dziewięć lat – wspomina. – To było fascynujące, pobudzało wyobraźnię. W moim rodzinnym domu wszyscy interesowali się historią, ja też.
To, co kiedyś wydawało się niemożliwe, okazało się realne, kiedy sprawy wziął w swoje ręce wizjoner. Na dodatek prywatny przedsiębiorca, zaprawiony w bojach z biurokracją, z konkurencją, z przejściowymi problemami finansowymi.
Okazało się oto, że trzeba dobrze poszukać, żeby znaleźć. W archiwum w Petersburgu odnalazły się rysunki i plany, przedstawiające tykociński zamek. Dlatego niesprawiedliwe są zarzuty niektórych historyków, że wzniesiona przez Jacka Nazarkę budowla niewiele ma wspólnego z autentycznym obiektem.
– A ile autentycznego jest w Zamku Warszawskim czy w Starówce – mówi Jacek Nazarko. – Tak się historia z nami obeszła, że niewiele budowli pozostało w stanie takim, jak przed wiekami.

Dorobek całego życia

Wikipedia podaje, że Nazarko zainwestował w to przedsięwzięcie 12 milionów.
– Panie Jacku, aż tyle to kosztowało?
– Nie wiem, naprawdę. Wiem tylko, że władowałem w to przedsięwzięcie dorobek całego mojego życia.
Kiedy ogląda się budowlę z zewnątrz, kiedy chodzi się po odbudowanych z pietyzmem wnętrzach, kwota 12 milionów wcale nie dziwi. Można nawet podejrzewać, że jest zaniżona.
– Dzięki temu, że jestem inżynierem budownictwa, mogłem wiele prac wykonać sam. Byłem przez te lata i projektantem, i designerem, i murarzem – podkreśla Jacek Nazarko. – A materiały na budowę kupowałem wtedy, kiedy akurat miałem gotówkę.
Oglądamy zamkowe wnętrza tuż przed oddaniem obiektu do użytku. Największą dumą przedsiębiorcy jest wspaniały, kaflowy piec w sali o gotyckich, łukowatych sklepieniach.

Nawet Wawel tego nie ma

Sala, w której znajduje się "piec zamkowy wielki, modry”, jak zapisano w dawnych kronikach, zwana była szklaną. Nie ze względu na liczne przeszklenia, bo okien było w niej na pewno mniej, niż dzisiaj. Pod terminem "szkło” w staropolszczyźnie rozumiano również szkliwo. I to zapewne ze względu na ten wielki piec ze szkliwionych kafli nazwa "szklana” przylgnęła do tej sali.
– Takim dużym piecem nie może się pochwalić żaden zamek w Polsce – nie kryje dumy Jacek Nazarko.
Podczas prac wykopaliskowych wśród ruin zamku, które były prowadzone ponad czterdzieści lat temu, wydobyto wiele drobnych fragmentów pięknych, biało-niebieskich kafli. Dzięki profesor Marii Dąbrowskiej z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Warszawie udało się z tysięcy kawałeczków odtworzyć pierwotny wygląd pieca.
– Ten piec powstał na początku XVII wieku, kiedy starosta Krzysztof Wiesiołowski rozbudował i zmodernizował tykociński zamek. Dlatego na kaflach pieca widnieją herby związane z historią rodu Wiesiołowskich – mówi Jacek Nazarko.
Bardzo interesujący jest dekoracyjny szlak, dzielący piec jakby na pół. Widzimy na nim sceny batalistyczne, głównie odnoszące się do wojen i potyczek, w jakich brało udział rycerstwo europejskie, wyprawiające się na "niewiernych”.
– Wyraźnie widać, że są tu przedstawieni rycerze w zbrojach i z orężem europejskim, walczący z wojownikami ubranymi na styl wschodni, w turbanach na głowach.
Piękne jest koronkowe zwieńczenie pieca. Imponuje liczba dekorów, wyraźnie nawiązujących do włoskiej sztuki renesansu.
– Skąd nagle na naszym terenie pojawiłyby się kafle z motywem winorośli? Tylko z Włoch. Ten piec to doskonały dowód na to, że Polacy byli otwarci na europejskie nowinki. Poza tym pamiętać trzeba, że na dworach polskich królów zawsze przebywało wielu obcokrajowców – mówi Jacek Nazarko.
Ale trzeba tu podkreślić, że kafle były wyprodukowane przez rzemieślników z Tykocina. Później właśnie tutaj zamawiane były kafle do białostockiej rezydencji Branickich. A konstrukcję pieca też wzniósł miejscowy zdun. Podobnie jak teraz: kafle powstały w kaflarni Krzysztofa Karnego, a piec wymurował zdun Cezary Święcki.
W dawnych czasach, kiedy w sali z tym pięknym piecem zasiadali królowie w otoczeniu doradców i dworzan, służba rozpalała ogień, aby rozgrzane kafle emitowały przyjemne ciepło. Żeby rozpalić i rozgrzać tak duży piec, trzeba było jednorazowo zużyć kilkaset kilogramów drewna. Dlatego dzisiaj biało-niebieskie kafle są jedynie obudową nowoczesnego urządzenia grzewczego, wykorzystującego bardziej ekonomiczne i ekologiczne źródła energii.

Historia i współczesność

W mrocznej sali w podpiwniczeniu zamku, w niszach ściennych, za szkłem znalazły się eksponaty historyczne, ściśle związane z okresem świetności zamku. Są tu nawet drewniane elementy fortyfikacji z XV wieku. Są kule armatnie, które prawdopodobnie odlewane były na podgrodziu, bo niedawno, podczas prac ziemnych, natrafiono na kawałek wyprażonego żeliwa. Są topory, elementy końskich uprzęży, żelazne okucia drzwi, potężne kłódki, skoble i zasuwy.
Jest niemało egzemplarzy broni palnej, lufy armatnie, pięknie zdobione przez dawnych rzemieślników. Od przyjaciół z bractwa kurkowego Jacek Nazarko dostał wierną replikę halabardy. Takich samych, być może, używali strażnicy pilnujący tykocińskiego zamku.
Współczesny grafik i jednocześnie wielki miłośnik Tykocina, Jerzy Mirosław Płachecki, jest twórcą rycin, które ozdobią zarówno salę, którą Jacek Nazarko przeznaczył na małe muzeum, jak i pozostałe pomieszczenia zamkowe. Na rysunkach, wyglądających jak dawne sztychy, widać stary Tykocin, jakiego dziś już nie ma, z jego mieszkańcami, reprezentantami wielu nacji i kultur.
Wśród eksponatów, które Jacek Nazarko i cała jego rodzina gromadzili przez lata, znajduje się również stara mapa Rzeczypospolitej. Tykocin przed wiekami nie był miastem kresowym, leżał w centrum kraju.

Twierdza i areszt w jednym

W jednej z baszt zamkowych, w czasie, kiedy na tykocińskim zamku urzędował starosta, wybudowano specjalną celę dla przestępców. Starosta był jednocześnie sędzią, więc w dawnych wiekach wyrok zapadał szybko, a kara była nieuchronna: skazaniec prosto sprzed oblicza wysokiego sądu wtrącany był do lochu.
Nawet dzisiaj robi wrażenie to miejsce pod podłogą zamkowej wieży. Przez okrągły, zakratowany otwór w posadzce dawni strażnicy mogli obserwować więźnia. Tędy też wrzucano mu do ciemnicy jedzenie.
– To była straszna kara, bo w tamtych czasach nikt nie bawił się wtedy w wywożenie nieczystości – opowiada Jacek Nazarko. – Cała podłoga była nimi usłana. Dlatego nawet trzy dni wieży to był bardzo ciężki wyrok. I mało który przestępca, po takiej odsiadce, chciał ryzykować po raz drugi.
Na szczęście współcześnie zbudowany zamek tykociński wyposażony jest w te atrybuty nowoczesności, bez których trudno by nam było wyobrazić sobie życie. Jest centralne ogrzewanie – ale głównie podłogowe, bo widok kaloryferów byłby w tej scenerii bolesnym dysonansem. Jest klimatyzacja, o której obecności świadczą jedynie specjalne otwory w stropach. A cały obiekt podłączony jest do tykocińskiej instalacji wodociągowej i kanalizacyjnej, dzięki czemu nie ma najmniejszego problemu z odprowadzaniem ścieków.
Kiedy zwiedzający zamek pokona spiralnie wspinające się do góry schody w baszcie, znajdzie się w miejscu, skąd z kilku okien można wyglądać na wszystkie strony świata. I podziwiać widoki niepowtarzalne: panoramę Tykocina z bielejącą bryłą barokowego kościoła i rzucającą się w oczy czerwoną, orientalną konstrukcją dachu synagogi; rozlewiska Narwi, pełne ptactwa wodnego; ginącą w lesie szosę do Knyszyna. A kiedy spojrzy się w dół, to można z góry oglądać gniazdo, na którym właśnie teraz bociania para siedzi na jajkach.
– Bardzo się cieszę z tych bocianów – mówi Jacek Nazarko. – O proszę, a te odchody leżące na posadzce pozwalają mieć nadzieję, że na szczycie wieży, gdzieś między belkami więźby dachowej, pomieszkuje sowa. Zamek powinien mieć swoją sowę.

Budowanie nastroju

Tak, pohukująca nocami sowa to wymarzone uzupełnienie niepowtarzalnej atmosfery, jaką udało się w tym miejscu stworzyć właścicielowi tykocińskiego zamku. Jak mówi, nie chce być panem zamku, nie zamierza tu mieszkać.
– To miejsce powinno przyciągać do Tykocina ludzi z całej Polski, z zagranicy też. Dlatego chciałbym, aby znalazł się tu fachowiec z prawdziwego zdarzenia – a właściwie kilku fachowców: świetny kucharz i restaurator, świetny hotelarz i świetny organizator imprez kulturalnych. Tak różnym zadaniom nie podoła jedna osoba.
Sale i dziedziniec zamkowy to wymarzone miejsce na koncerty muzyki dawnej, poezji śpiewanej.
– Rap też może być – dodaje Nazarko. I chyba ma rację.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież