Zamek w Ossolinie, gmina Klimontów

Zamek w Ossolinie, hmm... To co z niego zostało to istny "łuk triumfalny". Niegdyś powód do dumy Ossolińskich, ich siedziba rodowa, teraz strzęp świetności jednego z najbogatszych polskich rodów. Zamek powstał w okolicach 1633 r. być może na miejscu czternastowiecznego kasztelu Jana Topora - protoplasty rodu Ossolińskich. Od nazwy wsi ta gałąź rodu Toporczyków przyjęła nazwisko. Budowniczym nowego zamku dla kanclerza Jerzego Ossolińskiego był, być może, Wawrzyniec Senes - gość od zamku w Ujeździe. Niestety dużo tego "być może" w historii zamku.

Niewielka, lecz dość bogato, na miarę rodu urządzona rezydencja miała przetrwać wieki. Jednak Ossolińscy nie mieli możliwości cieszyć się nią zbyt długo. Podobnie jak zamkiem we wspomnianym Ujeździe. Piękny zamek, włoskie ogrody, wysoka pozycja kanclerza Ossolińskiego mają się nijak wobec śmierci i przemijania. Kanclerz zmarł w 1650 r, a ostatnie lata jego życia były pasmem niepowodzeń. Pięć lat później, zamek zdobyli i złupili Szwedzi. Żaden z późniejszych właścicieli nie zdołał przywrócić go do świetności. Niszczał. Spis inwentarza dóbr Ossolińskich z 1732 roku opisuje rozpadający się budynek bez dachu, drzwi i okien. W XVIII wieku należał przez krótki czas do Lubomirskich i Potockich.

Osobą, która miała największy wpływ obok budowniczego na kształt bryły zamku był właściciel Antoni Ledóchowski. W 1816 roku wysadził go w powietrze w poszukiwaniu skarbów. Z czasem ruiny były dalej rozbierane i wykorzystywane jako materiał budowlany (np. na gorzelnię rodziny Karskich). Dalszych zniszczeń dokonali Niemcy i Rosjanie w czasie II wojny światowej.

Zamek został wzniesiony z kamienia na planie czworoboku. W jednym z narożników usytuowano cylindryczną wieżę. W skład fortyfikacji oprócz muru wchodziły również bastiony. Przetrwała tylko arkada mostu łączącego niegdyś zamek z zabudowaniami gospodarczymi na przedzamczu oraz dolne fragmenty bramy wjazdowej z półkolumnami odkutymi w piaskowcu.

Podobno nocą z ruin dochodzi płacz dziecka. Wabi on wracających ludzi z pobliskiej z dyskoteki. Podobno kilku z nich zaginęło ;) Taki to wpływ na dyskoteka na życie ludzkie.

Inna legenda mówi, że w ruinach straszy tzw. Czerwony Panek. Nie mylić z koźlarzem czerwonym, takim grzybem, wcale nie starym a zwanym pankiem właśnie. Zjawa ta uwielbia ten kolor. Koń czerwony, surdut czerwony, czapka... Za dnia kryje się w zamkowych piwnicach a nocą wyłania się nagle zza pozostałości mostu. Gdy jakiś człowiek zapuszcza się nocą na teren ruin, zaciąga go w podziemia zamku lub strąca z ruin mówiąc: "Kill by death". W każdym razie los takiego śmiałka jest przesądzony.

fot. lipiec 2014

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież